poniedziałek, 19 września 2016

7. We are staying


- No o co chodzi? – spytał wesoło, myśląc że to jakiś żart.

- O nic Jamie, myśle że powinniśmy spadać – Matt chciał cofnąć sie i po prostu wyjść.

- Tuck, daj spokój – Andy rzekł do Matta, brzmiał dośc przekonująco. Adlet zatrzymał się, stojąc plecami do niego i Mathiasa.

Zastanowił sie chwilę, po czym stanął twarzą do wampira. Jamie stał i nie wiedział o co chodzi, chciał tylko zapoznać ze sobą swoich znajomych.

- A jaką mam gwarancję że nie dojdzie tu do jakiejść rzezi? Że nie wbijesz mi kłów w plecy albo coś? – Ciśnienie Matta wzrosło, Andy zachowywał stoicki spokój. Najwyraźniej udawał przed Jamiem dobrego człowieka. Jamie chyba znał sekret Biersacka, skoro uważał że Adlet z wampirem mogą sie polubić.

Andy zaśmiał się bezczelnie, jak myślał Matt.

- Nie jesteśmy w pracy, Matt – Andy szczerzył zęby – Jesteś na mojej imprezie, alko i laski są do twojej dyspozycji – Andy uśmiechnął się do Matt i niespodziewanie, odszedł wraz z resztą Veil Brides.

- Nie wyglądał groźnie... ale też nie przekonał mnie – Matt nie ruszał się przez chwilę, myśląć. Zapach wampirów drażnił jego nozdrza.

Odwrócił się do kumpli i niechętnie stwierdził „Zostajemy”.

- Możesz mnie oświecić? O co tu chodzi? – Jamie znalazł chwilę by zapytać o to Matta. Chciał dobrze, to pewne... ale nie wyszło.

- O to że Biersack to najgorsza szuja w tym mieście. Nie powinieneś sie z nim zadawać – Matt szedł do kuchni, reszta podążała za nim, Jamie obok.

- A co on takiego robi? – dopytywał Mathias.

Tuck westchnął ciężko, zanim odkręcił butelkę wódki.

- Zabija ludzi, Jamie. Dla zabawy i dlatego że jest wampirem – Ostatnie słowo Matt dodał asekuracyjnie, jakby Jamie jeszcze sie nie domyślił.

Nalał alkoholu do czerwonego kubka i zalał to colą.

Zwrócił się do przyjaciół.

- Chlajcie! Andy mówił że możemy czuć sie jak u siebie! – krzyknął. Był jeszcze spięty, ale instynktownie czuł że po wypiciu zawartości kubka będzie mu wszystko jedno kto jest tu gospodarzem.

Andy Biersack był mordercąi niewykluczone że też gwałcicielem. Nigdy nie wnikał w sprawy Black Veil Brides, trzymał się jak najdalej od tych istot. Byli wrogami, odkąd powstały te dwie rasy.

A teraz adlet i dwóch wilkołaków chlają razem na imprezie u wampira...

Gisele oparta o poręcz na tarasie, wpatrywała sie głęboko w oczy Jamiego. Ten stał nad nią, gładząc ręką jej szyję. Po chwili pocałowali się, będąc naprawde blisko.

- Stawiam dwie stówy że pójdą na góre – powiedział Matthew, patrząc na tę scene.

- Raczej na dół, wampiry mają sypialnie w piwnicach – Michael sie wtrącił, trochę irytując Matta. Ale miał w sumie racje.

- Zwał jak zwał, Jamie dzisiaj zarucha! – Matt podniósł głos, szczerząc sie. Czuł że zaczyna sie rozluźniać. To chyba dobrze?

- A co z Biersackiem? Lepiej mieć na niego oko czy wyluzować? – zapytał Moose.

Matt mlasnął, jakby sie zastanawiał. Tak naprawde, na tę jedną noc mogą odpuścić układy między nimi.

- Odpuścić... i to po całości – Ruszył w stronę wejścia do domu, nie zauważając nawet że Jamie z Gisele naprawde gdzieś zniknęli, ciekawe w jakim celu...

Obok szklanych drzwi na taras z kuchni, Biersack gadał z Jakiem Pittsem, swoim kumplem z bandy. Długowłosy wampir stoczył kiedyś bitwę z Mattem i Padgem, Andy mu towarzyszył.

- Andy, niezła impreza, muszę ci powiedzieć – Matt był już chyba pijany... Uśmiechał się podczas rozmowy z jednym ze swoich wrogów, co raczej nie było normalne.

- Dzięki...- Chłopak był zmieszany, zauważył zmianę w zachowaniu Tucka – Dopiero sie rozkręcamy, do białego rana będziemy tu siedzieć.

- My raczej też, impreza zapowiada sie ciekawie. Słuchaj, Biersack...

- Mów mi Andy, zapomnijmy o tym całym gównie – Młody wampir lekko sie uśmiechnął. Matt szybko ocenił jego intencję na życzliwe.

- Masz na myśli rozejm, Biersack? – Matthew był odrobinę zdziwiony, jednak myślał pozytywnie.

- Tak, coś w tym stylu.

Tuck zastanowił się chwilę. Andy widać uważał go za przywódce stada choć całe Pandemonium widzi Alfę w Padge’u.

- Niech będzie. Matt – Chłopak uśmiechnął się i podał ręke Andy’emu.

- Andy, też mi miło – Obaj zaśmiali się , postanawiając że na razie to chyba koniec konflitów z Veil Brides.

- Podoba ci sie tutaj? – spytał wampir.

- Impreza jest spoko, a chate to ty masz... – Matt szybko omiótł wzorkiem dom – Zajebistą.

- Powinniśmy się częściej spotykać. Naprawde, te stare konflikty...

- Pogrzebać – stwierdził szybko Matt z uśmiechem.

Andy też się uśmiechną.ł, klepiąc Matt po ramieniu.

- Dokładnie bracie. Cóż, znikam w kuchni, sprawde jak reszta. Bawcie sie!

Andy odszedł, Matt stał sparaliżowany atmosferą luzu Andyego która najwidoczniej mu sie udzieliła. Uśmiechnięty, wrócił do swoich kumpli. Spojrzeli na niego, nie wiedząc czego sie spodziewać. Matt wraca zadowolony z pogadanki z wampirem?

- Nawet fajny ten Andy, pogadać z nim można... – rzekł, po czym wychylił ostatni łyk z kuba. Tak jak podejrzewał, kiedy czujesz tą nicość w swoim ciele i czasem lekkie uderzenia gorąca, wszystkie spory przestają mieć znaczenie.

- Jamie gdzieś sie ulotnił – Matt usłyszał Moose’a.

- I nie poszedł sam... – dodał Michael. Przybili z Moosem żółwika, Matt zarechotał.

- Jak zostanie ojcem to będe sie śmiać.

- Czego? Bylibyśmy chyba dobrymi wujkami – powiedział Moose, po czym zobaczył zwijającego sie ze śmiechu Padge’a.

Matt odpalił papierosa i szybko wypuścił obłok dymu. Naprawde, podobała mu sie ta impreza. Było jeszcze wcześnie, choć ciemno. Klimat był sprzyjający, mogli tu siedzieć do rana.

Chłopak przechadzał się po tarasię, gdy kątem oka zauważył zbliżającą się do niego postać.

Płeć żeńska... i to w całkiem ładnym opakowaniu.

Matt spostrzegł że dziewczyna kieruje sie do niego. Zawiesił na niej wzrok. Podeszła i spytała „Masz poczęstować papierosem?”.

Zanim usłyszał pytanie, zdążył już dokładnie ją zlustować. Blada cera i długie do pasa, kruczoczarne włosy. Mogłaby być wampirem, i tak była idealna dla Matta.

I w tym wzroku którym ją obdarzył, dało się wypatrzyć nie tylko zainteresowanie... lecz i pożądanie?

Miała na sobie zawiązaną pod piersiami czarną koszulę i tego samego koloru szorty. Do tego buty trapery...

Wyglądała na ostrą jak brzytwa sztukę.

- Tak, mam – odparł chłopak odrobinę oszołomiony, choć starał się nie dać tego po sobie poznać.

Dziewczyna odpaliła papierosa swoją zapalniczką.

- Przyszłam tu do Ashley ale nie widziałam jej nigdzie – powiedziała, rozglądając sie.

Matt zaśmiał się.

- Pewnie jest z Andym, może w kuchni – powiedział a dziewczyna podążyła za nim gdy szedł do środka.

Rozejrzał się, wokół wyspy z alkoholem tłoczyło się sporo nieznajomych osób, lecz napewno były to wampiry. Ashley i Andyego tam nie było.

- To nie wiem gdzie są, musiałabyś ich poszukać.

Zastał dziewczynę przy blacie.

- Sami sie znajdą, najpierw sie napije. Co to za impreza na trzeźwo – powiedziała z lekkim uśmiechem, gdy lała whisky do szklanki.

- Zgadzam się. Możesz? – Matt już napewno był wstawiony, jednak podsunął jej kubek by nalała mu bursztynowego płynu.

Po chwili oboje wyszli na taras. Matt już nawet nie szukał ani Ashley ani nawet Michaelów, obchodziła go tylko ta jedna... jak jej tam...

Podczas przechadzki po tarasie, Matt zagadnął.

- Tak wogóle, Matt jestem – podał jej wolną ręke, w drugiej niósł drink.

Podarowała mu uśmiech, mówiąc „Sarah”.

- Jesteś koleżanką Ashley? – zapytał chłopak, by nie przerywać dialogu. Każde słowo z jej ust było muzyką dla jego uszu.

- Tak, znamy się dość długo. Odkąd wprowadziła się na wyspę – przystanęła, opierając łokieć o balustradę. Jej blada skóra mocno kontrastowała z ciemnym pejzażem wyspy. Rozciągał się w oddali, przykuwając uwagę. Choć to tylko zwykła ciemność, nie wiadomo jakie tajemnice kryje.

- Ona tu przyjechała do Andy’ego? – zapytał Matthew, też spoczywając wygodnie na barierce. Czuł w sobie kilka drinków które wypił i było to dla niego dobre. Tak sądził...

- No, wszyscy to wiedzą. Nie widziałam bardziej zakochanej pary... Zrobiliby dla siebie wszystko.

Matt uśmiechnął się. Po głosie dziewczyny wywnioskował że ta miłość jej imponuje. I nawet zaczął sie zastanawiać czy nie mógłby z metala,egoisty i potwora zmienić się w rycerza na białym koniu...

- Wiesz, zapytam cię... – Chłopak przykuł swoimi oczami uwagę Sarah – Ashley to twoja przyjaciółka... A nie przeszkadza ci że Andy jest wampirem?

- Nie, dlaczego? – Dziewczyna zaśmiała się, a Matt zauważył że nie powinien o to pytać.

Alkohol chyba adziałał za szybko. Chłopak miał już w głowie scenariusz – Rozmowa, pocałunek, piwnica czy gdzie tam oni mają sypialnie... O to musiałby zapytać Jamiego bo tego gościa już długo nie ma w pobliżu.

- Nic... Tak pytam. Widzisz, Biersack... jest troche... – Zastanawiał się czy gdy wyjawi swoje opinie o Andym, ona dalej będzie tu stała i gadała z nim w najlepsze. Owszem, pogodzili sie... chyba. Jednak, Matt przeczuwał że to tylko pozory i jutro znowu spotkają Andyego z jakimś trupem w biały dzień w środku miasta.

- Dziwny? Tak, wiem o tym. Jest zabójcą...

- I gwałcicielem – Matt podjął temat, widząc że chyba sie dogadają.

- Nie, to to nie. Raczej... tak myśle że nie byłby w stanie. Jest miły, szarmancki...

- I chciwy. I kłamliwy... – mruczał Matt.

- Nie no, nie sądze. Chyba przesadzasz – Sarah patrzyła na Matta ze złością. Ta dziewczyna wyjątkowo szybko sie irytuje.

Scenariusz który Matt miał w swojej napitej głowie, właśnie poszedł spać z syrenami.

- Nie o to mi chodziło. Ja go wcale nie obrażam... – Matt desperacko zaczął wypluwać z siebie słowa, myśląc że dziewczyna zaraz odejdzie.

-Obrażasz. I chyba go nie lubisz? – spytał, odstawiając pusty już kubek na podłogę.

- Nie o to chodzi. Przeszkadza mi w nim kilka rzeczy ale...

- Ide poszukać Ashley. Trzymaj sie – Niespodziewanie, w połowie zdania, rozmówczyni Matta odeszła. Kierowała się do domu, Matt odprowadzał ją, a jego oczy krzyczały „Wróć”.

Cześć. Mam nadzieje że czekaliście na rozdział i że ten was zadowoli :) Czekam na opinie w komentarzach

1 komentarz:

  1. Witaj, przeczytałam twoje opowiadanie! Od razu widać, że jesteś osoba mającą naturalny talent do pisania, ale radzę więcej pracować nad tekstami przed ich publikowaniem. Niektórym sprawdzenie jeden raz nie wystarcza, muszą przeczytać rozdział kilkanaście razy, by znaleźć głupią literówkę, i nie jest to powód do wstydu. Powodem do wstydu jest zupełnie to olać :/ W twoim opowiadaniu jest bardzo dużo literówek, przecinki pojawiają się w zasadzie byle gdzie, a polskie znaki czasami giną w akcji. Jak nie chcesz samotnie się tym zajmować - od tego są osoby, które za darmo sprawdzą tekst pod takim kątem, na przykład na tej stronce:
    http://twoj-redaktor.blogspot.com/
    Polecam tą panią, bo wykonuje robotę bardzo profesjonalnie i szybko.
    W międzyczasie możesz też wpaść na mojego bloga z opowiadaniem:
    http://preludiumofwyverntrylogy.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń